Kanały:
Wpisy
Komentarze

2011/10/24

Niniejszy post zawiera sprostowanie do artykułu z dnia 2011-09-23. W artykule “Wrzesień- Part 2″, sprostowania wymaga następujące zdanie:

“W piwnicy mojej szkoły siedział Wiesław Trzeciakowski bluzgający na dorobek prof. Jastrzębskiego”.

-powyższe zdanie zostało źle zacytowane, oraz autor zdaje sobie sprawę z negatywnego znaczenia słów w nim zawartych. Autor zaprzecza również faktowi, aby pan Wiesław Trzeciakowski “bluzgał” lub wyrażał jakiekolwiek inne,  nieodpowiednie opinie na temat profesora Jastrzębskiego. Autor przyznaje ponadto, iż osoby cytowane w artykule z dnia 2011-09-23 nie używały cytowanych słów.

I co dalej?

“Zaszczepiliście w nich to. Każdy z nich teraz będzie myślał o teatrze i będzie chciał iść w to głębiej”.

Pytanie zadane Łukaszowi na konferencji. Chyba jedno z ciekawszych, bo przecież oddające całą skrytość pytania, które każdy z nas nosił w sobie przez te dwa tygodnie…

Dzień po premierze dowiedzieliśmy się co oznaczały słowa Dyrektora Teatru mówiące o tym że to dopiero początek.

Idąc w niedzielę rano spojrzawszy na repertuar grubą czcionką 30 września i 16 października świeci napis Sunday Bloody Sunday”…

nieźle nie?

Jesteśmy ponad tydzień sami, każdy w swoim domu i świadomości… Całkiem nieźle nam idzie.

Myślę że uaktywnił nam się tryb czekania, lub aktor wewnątrz każdego z nas przeszedł w stan hibernacji. Cierpliwie czekamy na telefon we wrześniu, aby ponownie spotkać się w murach teatru. Być może będzie to kontynuacja tego co osiągnęliśmy dotychczas, a może będzie to zupełnie nowa lekcja ucząca nas wytrwałości, i świadomości że po czasie wracamy do czegoś i musimy to uczynić jeszcze lepszym.

Najlepszą nauką z lekcji pierwszej jest świadomość, dla każdego kto chce zostać aktorem-świadomość jaka to droga, ile przebyliśmy, a jaki szmat jeszcze przed nami…

W imieniu Pawła, Aleksandra, Miłosza, Marty, Bartka, Moniki, Kingi, Kasi, Ani, Kingi, Elizy, Emilii, Gosi, Karoliny, Kasi, Karoliny, Martina, Mai, Alicji, Roksany i Kuby..

Ziomale macie wolne!

40 minut przerwy i robimy wszystko jeszcze raz. Pierwsza próba generalna.

Ostatnie dwa dni to już typowa praca w teatrze. Liczne jak to mówi Dawid “dupogodziny”. Najbardziej doświadczyliśmy tego my-grupa atakująca. Wczoraj spędziliśmy bite kilka godzin w garderobie urządzając przy tym wyścigi inwalidów czy biegi w skórzanych płaszczach. Słowem-odwala nam…

Stąd wzięło się tytułowe, kultowe sformułowanie Łukasza-ziomale macie wolne! Oznacza to godziny w garderobie.

Dzisiaj od rana przerabiamy każdą minutę i każdy element z osobna i pod lupą. Zaczynaliśmy od kontroli rekwizytów. Łukasz pokazał nam jakie one mają znaczenie dla całości, a z powodu braku rekwizytora każdy za swój ekwipunek odpowiedzialny jest osobiście. Bardzo duży efekt tworzy też dźwięk. Alex w przeróżne sposoby będzie widzom dostarczał wrażeń i podnosił poziom adrenaliny. Podpowiem że hitem będzie płacz dziecka.

Kolejnym finałowym spostrzeżeniem jest fakt patrzenia i interpretowania scenariusza. Scenariusz, który otrzymaliśmy na początku w niczym nie oddaje i nie przypomina naszego spektaklu. W efekcie nauczyliśmy się że aktor nie tylko odgrywa swoją rolę. Jego gra na scenie to jedynie efekt jego kreatywności przed premierą. Zbieramy każdy pomysł, a najlepsze po burzy mózgów stanowią modyfikację do przedstawienia.

Podsumowując:
-jutro premiera (dobrej nocy uczestnicy ;*)
-polecam ubierać buty na płaskiej podeszwie
-najciekawsza będzie strona przy oknie.

Do jutra.

Zapraszam piwnicę!

Od dzisiaj aż do dnia premiery będziemy poznawać prawdziwe oblicze i tryb życia aktora w teatrze.

Dotychczas myśleliśmy że sformułowanie “aktor głównie czeka” odnosi się do czekania w domu na telefon zwiastujący angaż.

Na własnej skórze poczuliśmy że to nic bardziej mylnego.

Teraz jesteśmy dzieleni według tylko jednego kryterium. Sceny, w której gramy. Osoby z piwnicy, radio, grupa atakująca, zakochani, muzyka. Każdy oddział ma swoją godzinę na małej scenie z Łukaszem, Anią, Ewą i nowo przybyłym Alexem-dźwiękowcem. Pech chciał że dzisiaj grupa radio (m.in ja) nie miała próby. Moja kolejna rola to postać żołnierza z grupy uderzeniowej, która wchodzi (uwaga) w 6 scenie!!! Dlatego właśnie razem z chłopakami od godziny 11 do momentu wezwania przez radio węzeł na scenę czekaliśmy w garderobie mozolnie obserwując nasze zblazowane mózgi. Wezwanie spłynęło na nas o godzinie 18.30.

Wchodząc na małą scenę w kilkusekundowych odstępach docierały do mnie i do chłopaków kolejne impulsy. Pierwszym z nich była mina Łukasza, któremu łatwo nie było. Chwilę potem patrząc na wnętrze “basenu” da się dostrzec ilość odbytych prób przez poprzednie ekipy. Chłód wskazywał na częste duble wkraczania postaci przez okno. Aż wreszcie obsada  sceny piątej z wymalowanym zmęczeniem na twarzy.

Mimo wszystko dzisiejszy dzień był pod patronatem obfitego, soczystego śmiechu. Dobieraliśmy dzisiaj stroje. Jestem naprawdę dumy i wesoły że znalazłem wypisz wymaluj skórzany płaszcz niemiecki. Oprócz tego wielu z nas znalazło unikatowe rekwizyty czy stroje. Około godziny 14 przygotowaliśmy miejsce na jutrzejszą konferencję prasową. Już czas najwyższy…

Oprócz tego dzisiaj rano powitała nas kartka informująca o konieczności udania się do drzwi na podwórku w związku z próbami do spektaklu “Szwoleżerowie”.

 

Drugi tydzień rozpoczął się ostrymi próbami. Jesteśmy dzieleni na grupy w zależności od tego jaką scenę gramy i godzinami po prostu wyobrażamy sobie swoje postacie i ćwiczymy wszystko…

Pełną parą.

*Dla chętnych

Spotykamy się o 16.30

Najszczęśliwszy początek dnia w teatrze. Wszyscy wyspani ubrani w coś innego niż przepocony dres z uśmiechami na twarzy ruszyliśmy jedenastoosobową grupą na rynek.
Naszym zadaniem na dzisiaj było przeprowadzić wywiad z przechodzniem. Pytanie proste i łatwe to odgadnięcia:
-Co pan/pani wie na temat Krwawej Niedzieli?

Odpowiedzi były różne. Miałem szczęście trafić na pana, który przez 10 minut opowiedział mi o swoim życiu za młodu i życiu jego ojca. Ku tragedii jego opowieści ich życiorys pokrywał się z 3 i 4 września 1939 roku.

Trafiały się również orginały:
-Czy wie pan co to Krwawa Niedziela?
-Panie, jak ja się w sobotę ze szwagrem uchlam, to jutro mam krwawą niedzielę…

Gdy jedna osoba stawała się dziennikarzem, reszta w ciszy i przerażeniu słuchała opowieści Łukasza Gajdzisa o trudnościach i wybojach na drodze aktora i drodze do szkoły filmowej.

Po zajęciach część grupy spędziła resztę wieczoru pogłębiając znajomości i więzi między sobą. Jestem pewien że będzie to miało dobry wpływ na nasz projekt.

Na brak rozmaitości jeżeli chodzi o początki dni narzekać po prostu nie można.

Godzina 10.45. Grupa młodych ludzi licząca 21 osób ubranych w białe kombinezony ochronne umazane farbą symulującą krew stoi na rynku w Bydgoszczy. Na wprost nich stoi kamera, wokół osoby pilnujące i proszące przechodniów o przejście okrężną drogą i reżyser krążący między nami.

“Będziemy stać około 40 minut. W ciszy i skupieniu. Żadnych głupich min i śmiechów. Macie kilka chwil aby się oswoić z podłożem i zaczynacie upadać”…

Staliśmy w tych śmiesznych strojach z polecenia obojętni na zaczepki i komentarze przechodniów, które były niekiedy aż oryginalne. Było około 20 stopni i padał deszcz. Pierwsze minuty w ciszy i skupieniu patrzyliśmy przed siebie z kamiennymi twarzami. Rozstawił nas kamerzysta. Stałem w drugim rzędzie zaraz przy kamerze, więc przez całość trwania ćwiczenia nie widziałem reszty ludzi. Na podstawie myśli, które pojawiły się w mojej głowie mogę wnioskować i zakładać co myślała sobie reszta. Nikt nam nie mówił na głos jaki cel ma to ćwiczenie, lub jaki zamysł. Tak jak zawsze tylko polecenie. Jednakże nie ma co się dziwić że mimo ciszy każdy wiedział kogo symbolizuje.
Dlaczego staliśmy w milczeniu? Dlaczego staliśmy z kamienną twarzą? Dlaczego w nieokreślenie długim czasie? Dlaczego upadaliśmy?

Bo osoby, które na tym placu 70 lat temu zginęły też stały w ten sam sposób….
Najciekawszy dla mnie był moment upadku. Gdy przewracałem się bezwiednie czując pod kolanami i biodrami twardość kostki brukowej, na którą spadam, oraz gdy mój wzrok bezwiednie wędrował na szare niebo z ogromną siłą wlewały mi się obrazy tamtych wydarzeń. Może nie do końca słusznie przyrównam to do końcowej sceny z filmu “Katyń”, ale jeśli mam określić swój nastrój czy myśli to są one rodem z tego filmu…

Po upływie 40 minut Ewa nam podziękowała i wróciliśmy do teatru na czekoladę i kubek herbaty.

Zanim usiedliśmy na małej scenie aby obejrzeć film “Sąsiedzi” spędziliśmy godzinę w sali muzycznej. Wiecie po co…

DOSTALIŚMY SCENARIUSZE!!!

zdjęcie z momentu przygotowania do ujęcia:

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.